Koniec starego roku

Nie siedzę co prawda w piżamie bo staram się zachować odrobinę przyzwoitości. Nie piję bo spełniło się tegoroczne marzenie. Poukładało się!

Jestem w ciąży. Będę mieć tym razem syna. 💙 Kończę więc ten rok pozytywnie, z trzeźwą głową, z nadzieją.

Zakończyłam pewne relacje definitywnie, rozpoczęłam kurs prawa jazdy, nauczyłam się nie denerwować z powodu bałaganu czy nie pomalowanych ścian,czekam na synka.

Nie mogę więc powiedzieć, że 2020 rok był dla mnie złym rokiem. Był przełomem, który zakończył 3 lata chorób, złych wiadomości, śmierci, zmartwień.

Silniejsi i razem w tym roku idziemy z podniesionymi głowami nauczeni już co jest ważne a czym się nie przejmować. Tego życzę też każdemu z Was. Niech skończą się złe chwile, niech przyjdzie zdrowie i dobra passa, niech spełniają się marzenia. Uśmiechajmy się, wierzmy we własne siły.

Zmienił mnie ten rok. Dojrzałam.

Za rok znowu wszystko będzie inaczej ale już oby tylko lepiej.

Szczęśliwego i zdrowego Nowego 2021 Roku!

Puzzle

Okazało się, że byłam puzzlem którego nie dało się nigdzie wcisnąć ale się go lubiło. Odcięłam się grubą krechą i zaczęłam nowe życie. Dosłownie i w przenośni.

Ból drzewka szczęścia

3.07.2020. 66.urodziny Taty. Taty, który od dwóch lat nie żyje. Dziś umarła część mojego serca stąd datę tą nad wyraz będę pamiętać. Pisałam, że ktoś będzie cierpieć. Liczyłam się z tym, że też będę jedną z cierpiących lecz nie wiedziałam, że będę cierpieć tak mocno a zarazem tak gorzko będę chciała odrzucić uczucie ciepienia.

W życiu należy stawiać sobie cele, do których trzeba dążyć bo inaczej traci się siłę walki i stoi w miejscu. Dlatego jakiś czas temu postawiłam sobie cele i podejmuję stosowne kroki by życie toczyło się dalej.

Mam dzieci. Podjęłam decyzje by je mieć. Podjęłam decyzje by być z kim jestem. Próbowałam przemówić niektórym do rozumu i jeśli oni nie chcą zmian to niech tam stoją.

Słucham ostatnio wielu podcastow, wykładów na temat naszej podświadomości. Jak ją ćwiczyć by zmienić nasze życie na lepsze czyli robić to co się lubi i osiągać sukcesy.

Wierzę w Boga ale nie w Kościół. Szanuję inne religie i innych ludzi. Wierzę po części jednak w karmę. Teraz mam szansę rozwijać sie naukowo, zawodowo i jako mama. W następnym życiu może dane mi będzie być z moją duszą uzupełniającą mnie. Dziś wybieram spokój, ogólne szczęście i ponoszę konsekwencje swoich wyborów. Zrobilam już tak wiele i widocznie muszę iść w obranym przeze mnie kierunku bo nikt mnie nie zatrzymuje.

Zawsze lubiłam ludzi, którzy nawet gdy robią coś czego nie lubią dają z siebie jak najwięcej. Wyczuwam ich na kilometr i dołączam znowu do ich grona.

Moje drzewko szczęścia przechyliło się wyraźnie. Kończę post, idę je podlać i odstawić o 180 stopni by podniosło się w stronę słońca. Odwrócimy się i podniesiemy się razem…

Ktoś będzie cierpieć

Mogłeś tyle zrobić!

Tyle mogliśmy razem…

Nie dałeś znać ani razu.

Ja muszę iść dalej.

„Dzięki. Pa.”

Czasami w życiu należy podjąć konkretne decyzje. Ukierunkować się i obrać konkretny cel. Zrobiłam to.

W moim życiu wiele ludzi próbowało mną sterować… Nie sterować to złe słowo: rządzić. Ja niby się buntowałam ale zaraz potem się poddawałam.

W tym tygodniu coś mi się poprzestawiało. Zobaczyłam, że często odpuszczenie sobie czepiania się dzieci czy partnera prowadzi tylko do uśmiechów obu stron i do braku kłótni i nerwowości. Obrałam cel. Muszę tylko działać. Nie wytrwać ale działać żeby te cele osiągnąć. Odkryłam coś w sobie. Pogodziłam się z własnymi wyborami. Zobaczyłam , że jeśli tylko chcę to potrafię być szczęśliwa i docenić to co mam. Nie mam willi z basenem ani milionów na koncie ale mam zdrową rodzinę, mam co jeść, mam dach nad głową. Wiecie, że to prawda, że człowiek dojrzewa duchowo i w pewnym momencie życia zauważa, że nawet jeśli poświęci jakieś swoje marzenia, namiętności a zajmie się tym co kiedyś wybrał i jeszcze miesiąc temu uważał za zło konieczne to zaczyna być szczęśliwy? A wiecie, że czasami warto sie buntować, żeby dojrzeć, docenić? Dajmy sobie wszyscy szansę. Ja daję ją sobie i im wszystkim.

Ktoś będzie cierpieć ale nie za długo.

Przyjaźnie

Byłam na paznokciach. Banał. Bylam na paznokciach u mojej bratniej duszy ot co! Właściwie to siostrzanej.

Poznałyśmy sie na grillu, potem szukałam kogoś os kto robi paznokcie i przypomniano mi o niej. Jak to ja z moja psychiką bałam się iść i miałam mnóstwo wkrętów ale zaraz miną dwa lata i nie mogę sie od niej oderwać a dziś stwierdziłyśmy, że musimy sie razem kiedys napić. Wodniczki o identycznym spojrzeniu na świat, o takich samych poglądach i humorze, mało tego o podobnych przeżyciach. Bardzo bardzo rzadko spotykam takie osoby. Tak sie cieszę kiedy przychodzi ten dzień, że pod pretekstem w natłoku obowiązków możemy sie spotkać i przez trzy godziny ironizować kipiąc czarnym humorem i przekleństwami 🖤

Istotka walnięta.

No nie mogę!

Napisałam post. Pomyślałam, że pomoże bo pomagało kiedyś. Ni chu@@ nie pomogło. Nie wiem śmiać się czy płakać. Krzyczeć? W środku drze się ta istotka walnięta. Jak w facetach w czerni siedzi tam i steruje. Nie umiem się już uspokajać i wyciszać. Jak się irytuję to nie jak kiedyś powoli tylko odrazu na 100% odrazu mam ochote wrzasnąć albo powiedzieć na głos wszystko co siedzi mi w głowie. Widzę wtedy siebie jak male dziecko tupiące nogami i wrzeszczące radzące sobie tak z kolejnym etapem emocjonalnego dojrzewania. Mam 33 lata. Teraz dojrzewam? Jezu… Późno coś. Ile się jeszcze będę tak szarpać?

Miało być

No i miało być pięknie a wyszło jak zawsze. Chodzę ostatnio taka nostalgiczna i zagubiona. Miałam się rozwijać w pracy a siedzę na opiece bo mój zawód to nie walka z covidem. Miałam iść w lewo lub w prawo a idę zygzakiem w życiu osobistym. I nie będę się załamywać czy płakać i siedzieć z założonymi rękoma ale jakoś tak mi zwyczajnie smutno. A już bardzo dawno nie było mi tak zwyczajnie smutno…

Czy zostanie tak do śmierci?

Pytania bez odpowiedzi. Dlaczego często przez lata bijemy się z emocjami, skrywamy uczucia, tęsknimy? Wielu z nas żyje tak aż do ostatniego oddechu bo nie mamy odwagi.

Ja nabieram jej z wiekiem. Ostatnio mam takie myśli, że przerażam samą siebie. Co by było gdyby…

Pandemia dla mnie jest czymś więcej. To nie tylko dwa kg do przodu, wysprzątane mieszkanie (po dwóch dniach wraca do poprzedniej formy i nie wiem czy taka jego karma czy potrzebujemy mega remontu – stawiam na to drugie), czas z dziećmi ale tez dojrzewanie. Dojrzewam do tego, że telefon służy do umówienia spotkania. Spotkanie służy do rozmowy, do uśmiechów. Rozmowa służy jako terapia. A dzięki tej terapii uzyskujemy odwagę. Ludzie przestali ze sobą rozmawiać. Załatwiamy interesy i wracamy do domu do swojej samotności. U mnie już tak nie jest. Mimo, że stoję na rozstaju i dzięki odwadze dopiero dowiem się co dalej to muszę to zrobić w końcu. Od tego zależy jeszcze druga połowa mojego życia.

Blogi

Przeglądam różne strony. Zadbane lub nie. Przemyślane bądź nie. Jednym zazdroszczę, że im sie chce a o innych myślę o to jak ja. Coś jest ale nie do końca. Niby o czymś ale może tylko dla mnie. Jednak chyba o to chodzi żeby móc też poczytać o codziennych problemach, przeżyciach, o tym co ktoś przeżył i jakie ma doświadczenia. O tym, że można wygrać z depresją, o tym co mogło ją spowodować, o tym że żałoba jest ciężkim uczuciem ale mija, o tym że tęsknota nie mija nigdy. Trzeba się dzielić uczuciami, przeżyciami. Ludzie przestali ze sobą rozmawiać dlatego jest tak smutno. Musimy wychodzić do siebie. W internecie, w realu. Zostawiać po sobie ślad na co pozwalają blogi. Dlatego choć myślałam by stąd uciec to nie. Zostaje. Będę pisać. Będę dzielić się dalej.

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑